poniedziałek, 9 maja 2011

fotograficzny kryzys


Wczoraj dopadł nas mały fotograficzny kryzys. Miały być piękne zdjęcia o zachodzie słońca, na mostku u dziadka w ogrodzie. Niestety modelka, a prywatnie moja osobista córka, stanowczo i zdecydowanie odmówiła współpracy. Sprawcą całego nieszczęścia był Amelkowy rower, którym dziecko uderzyło się w kolano. Nie było mowy o uśmiechu, szaleństwie i spontanie. No cóż, bywają i takie dni. Pozostaje mi tylko cieszyć się, że jest ich tak mało :)






4 komentarze:

  1. Jeżeli zawsze kryzys u Was daje takie efekty zdjęciowe, to oby nie był ostatni :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może nie ma uśmiechu, ale są za to inne emocję :)) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia są świetne. Burmuszenie czasami wychodzi na dobre:-)

    OdpowiedzUsuń